Podziel sie Twoim Camino!

Twoje doświadczenie i przeżycie pielgrzymowania Drogą św. Jakuba, niejednokrotne jest dla Ciebie ważne i ma wpływ na Twoje życie.

Jeżeli chciałbyś w kilku słowach opisać czego doświadczyłeś, jak to Ciebie zmieniło, co zyskałeś, możesz to uczynić wysyłając do nas informację. Jeżeli nie chcesz podawać swoich danych, nie musisz tego robić, informację możesz przesłać anonimowo.

Dziękujemy, w imieniu innych osób, które czekają na Twoje świadectwo pielgrzymowania  Drogą św. Jakuba.

Prześlij Twoje świadectwo Camino

Świadectwa

Piotr Michał

Witam wszystkich, których zainspiruje moja krótka trasa rowerem z Kraków Łagiewniki do Kościoła św. Jakuba w Raciborzu. Przede wszystkim chcę podziękować za wytyczenie pięknej trasy, aczkolwiek nie koniecznie łatwej, ale za to piękne widoki naszej ukochanej ojczyzny pomogły mi zapomnieć o trudach w upalne lato w lipcu, jakie było gdy podróżowałem. Trasę przejechałem bez przygotowania treningowego, więc potrzebowałem kilka noclegów po drodze i tak też się stało. Pierwszy nocleg na Grodzisku za Skałą w Ojcowie u księdza Stanisława Langier, sam Pan Bóg mi tam miejsce wyznaczył i posłał w chwili, gdy było już bardzo późno wieczorem, słońce już zachodziło powoli i nie miałem już sił dalej podróżować, a noclegu wokół nigdzie nie było. Zatrzymałem się więc w pobliskiej przystani, gdzie sprzedawana była kiełbasa i grochówka, tam dowiedziałem się od właściciela, że parafia Grodzisko znajduje się na dość wysokim wzniesieniu, na które się trzeba wspiąć, ja jeszcze z rowerem na plecach. Gdy tam się udałem księdza nie było za to spotkałem dwie miłe kobiety, które pomogły mi z kontaktować się później z Księdzem, który akurat był już po Mszy św. w innym kościele i zabrał mnie do siebie na nocleg, za co jestem księdzu do dziś wdzięczny.

Poza tym parę uwag odnośnie samej trasy. Chciałbym tu nadmienić, że już na wyjedzie z Krakowa do Gebułtowa trasa mogła by być lepiej trochę oznaczona i trasa jeszcze przed Olkuszem aż do początku miasta Dąbrowa Górnicza – nie uważam, że powinna ulec modyfikacji, ale trudna jest zwłaszcza nawierzchnia na rower, ja nie złapałem dętki ale na takie odcinki czasami na tym dystansie, gdzie były dziury sporych rozmiarów złapanie dętki nie było by w tym nic nadzwyczajnego, że tak by się stało nie biorąc pod uwagę, że było multum ogromnych dziur, które mogły by zwalić rowerzystę z roweru. Może też bym się tym tak nie przejmował, gdybym nie podróżował sam, ale jak jest człowiek w szczerym polu to późnej ma też uczucia mieszane …jakby a gdyby… ale na szczęście z Bożą pomocą dojechałem do końca z czego się ogromnie cieszę, że dałem radę.

W przyszłym roku chcę iść do Hiszpanii z Porto, zobaczymy czas pokaże żeby tylko zdrowie dopisało ale to już pieszo. A w Polsce z Gidle chciałem przejechać trasę na rowerze do Raciborza rowerem, zobaczymy co będzie pierwsze pozdrawiam i przepraszam za niedociągnięcia i błędy, jest późno już dziś jak piszę a jeszcze dzieci mamy trójkę i trzeba było ich położyć spać.

Buen camino

 

Olimpia

Beskidzka Droga św. Jakuba

Trasa: Rychwałd – Szczyrk 25 km/1 dzień

 

Dróg św. Jakuba szukam także w pobliżu mojego miejsca zamieszkania. Mam to szczęście, że w najbliższej okolicy biegną dwie: Małopolska i Beskidzka Droga św. Jakuba. W ostatnim tygodniu wybrałam tą drugą, miałam wolny 1 dzień:) Przyjechałam pociągiem do Żywca, stąd busem podjechałam do Rychwałdu. Tutaj zaczęłam pierwsze moje spotkanie z Beskidzką Drogą. Ale jakże by nie zacząć od odwiedzenia Bazyliki Sanktuarium Matki Bożej Rychwałdzkiej. W ołtarzu głównym wisi bizantyjska ikona na lipowej desce, przedstawiająca Matkę Bożą z Dzieciątkiem Jezus na złotym tle, którą w 1658 roku uznano za cudowną i dwukrotnie koronowano – w 1817 i w 1965 roku.

Wychodzę i szukam pierwszego oznakowania trasy, po chwili docieram do wyblakłej muszli namalowanej na drzewie, aby kilka metrów dalej dostrzec nowe oznakowanie. To biała muszla z czerwonym mieczokrzyżem na niebieskim tle, dodatkowo zmiany kierunku wyznaczają żółte strzałki. Radość wielka – znowu idę moim Camino:) Szlak prowadzi kilka kilometrów wzdłuż drogi bez pobocza, to jest minus, trzeba uważać, dopiero na rogatkach Żywca prowadzi chodnikiem, a ruch jest spory. Za to rozpościerająca się panorama na Kotlinę Żywiecką, rozproszone zabudowania i wioski, na Beskid Żywiecki, Śląski i Mały…co chwilę przystawałam i napawałam się tym widokiem pragnąc zamknąć go w mojej głowie. Dochodzę do Żywca, miasto tętni sobotnim życiem. Dłuższą chwilę zatrzymuję się na Rynku, przypominam sobie historię miasta z nadanymi w 1327 r. prawami miejskimi, panowanie polskich rodów, w tym Komorowskich i Habsburgów, zabór austriacki, założenie w 1856 r. browaru przez Karola Habsburga, okupację niemiecką podczas II wojny światowej i włączenie do III Rzeszy jako Saybusch, późniejszy powrót do Polski. Często bywam w pięknym w parku zamkowym, gdzie można spacerować, odwiedzić muzeum lub usiąść na ławce z Alicją Habsburg. Idę dalej, droga prowadzi przez Sołę długim mostem, z którego gdy się odwracam widzę miasto… Żywiec zostawiam już za sobą. Dochodząc do ronda chwilę się waham, nie widzę oznakowań, patrzę w mapę cyfrową, ale widzę za chwilę, że mogłam baczniej się rozglądać:) Idę zachodnią częścią Żywca, dzielnicą Podlesie wzdłuż potoku Żarnówka. Cały czas droga idealnie oznakowana, tutaj nie można się zgubić. Piękne, rozległe, pagórkowate tereny, z każdego mini szczytu zachwyt nad tym, co rozpościera się przed moimi oczami. Dochodzę do Pietrzykowic, kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa znajduje się niejako na przegibku. Schodzę w dół, po prawej stronie w oddali widzę taflę jeziora Żywieckiego, dochodzę do szkoły, po chwili gdy jestem już na wzniesieniu znowu zachwyt! Mieszkam tak niedaleko i nie znałam tych miejsc? Jak to jest możliwe?:) Kalna to kolejna miejscowość na mojej dzisiejszej drodze i miła niespodzianka przy kościele pw. św. Antoniego – duża tablica z mapami/informacjami/zdjęciami z Beskidzkiej Drogi św. Jakuba:) W Godziszce kolejne miłe zaskoczenie, do tej pory szlak to tylko asfalt i chodniki, tutaj zamienia się w drogę szutrową, by po chwili wejść w las, w góry, droga prowadzi wschodnim stokiem masywu Skrzycznego. Wspaniały fragment szlaku! I w końcu Szczyrk, gdzie wypatrywał mnie już św. Jakub w swoim sanktuarium. Wielka jego postać wita każdego przed ogrodzeniem świątyni, by w środku, przy ołtarzu zachwycić swoim góralskim ubiorem. Wzruszenie jak zawsze, radość, wdzięczność… Busem wróciłam do Bielska-Białej.

Moje świadectwo napisałam po to, aby pokazać, że nie zawsze trzeba wielkich wypraw, dużych odległości, wielu dni urlopu…że warto patrzeć na mapę, szukać Jakubowego szlaku nieopodal siebie…

Marek Kamiński
podróżnik

Na Camino zrozumiałem wagę i moc trzech – dla wielu ludzi oczywistych – słów. Te słowa do dziś mi towarzyszą i pozwalają lepiej znosić przeciwności losu, a w pewnym sensie – lepiej żyć.

To akceptacja, wdzięczność i uważność. Akceptacja drogi, niezależnie od tego, co na niej napotykamy. Wdzięczność za to, co się ma, za to, że w ogóle się żyje, bo to wielki dar. Często pragniemy tego, czego nie posiadamy, nie dostrzegając tego, co mamy. Uważność natomiast pozwala przeżywać życie tu i teraz. Staram się poświęcać tym słowom przynajmniej pięć minut dziennie, a to pomaga mi radzić sobie w każdej sytuacji.

Drugą rzeczą, którą zrozumiałem, było znaczenie powiedzenia „człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi”. Przed podróżą miałem mylne wyobrażenie o tej pielgrzymce. Czytałem książki, m.in. Paulo Coelho, oglądałem filmy, robiłem ćwiczenia ignacjańskie (forma duchowych rekolekcji opracowana przez św. Ignacego Loyolę, polegająca na modlitwie i medytacji – PAP). Wydawało mi się, że będzie to droga pełna cudów, w czasie której będą do mnie przemawiać aniołowie. A okazała się zupełnie inna. To była bardzo trudna wyprawa. Zamiast budować moją wiarę, ta droga najpierw mnie zdekonstruowała, rozsypała w proch. Wróciłem z niej rozbity. To oczywiście wiąże się z akceptacją i uważnością.

Trzecim nabytkiem było uświadomienie sobie, że Boga powinniśmy szukać przede wszystkim w sobie, a nie wyłącznie na zewnątrz. Kiedyś wydawałoby mi się to świętokradztwem. Jak to? Nie w kościele? Nie w Biblii? Oczywiście, Bóg jest tam też, ale najważniejsze, żebyśmy mieli Go w nas samych. To nieważne, że po wyprawie Bóg nie jest już tak obecny na co dzień w naszej pamięci operacyjnej. On zostaje w naszej podświadomości i w jakimś sensie kieruje naszym życiem.

Żródło: ttps://dzieje.pl/wiadomosci/marek-kaminski-o-pielgrzymowaniu-kilometry-sa-po-zagubic-sie-upasc-i-odnalezc-nowego