Podziel sie Twoim Camino!

Twoje doświadczenie i przeżycie pielgrzymowania Drogą św. Jakuba, niejednokrotne jest dla Ciebie ważne i ma wpływ na Twoje życie.

Jeżeli chciałbyś w kilku słowach opisać czego doświadczyłeś, jak to Ciebie zmieniło, co zyskałeś, możesz to uczynić wysyłając do nas informację. Jeżeli nie chcesz podawać swoich danych, nie musisz tego robić, informację możesz przesłać anonimowo.

Dziękujemy, w imieniu innych osób, które czekają na Twoje świadectwo pielgrzymowania  Drogą św. Jakuba.

Prześlij Twoje świadectwo Camino

Świadectwa

Marzena

Moje Camino nie zaczęło się od jednego wyjścia na szlak, ale od wielu powrotów po siebie, do ciszy, do prawdy. Przez ostatnie lata przeszłam różne drogi Camino, zarówno te prowadzące do Santiago, jak i krótsze etapy w Polsce. Łącznie ponad 5000 kilometrów drogi, które uczyły mnie uważności, prostoty i zaufania krok po kroku. Camino jest dla mnie przestrzenią głębokiego zatrzymania.

To właśnie w drodze odzyskałam wiarę, pojednałam się ze sobą i doświadczyłam pojednania z Bogiem w sposób cichy, nienarzucający się, a przez to bardzo prawdziwy. To było jedno z najcenniejszych doświadczeń mojego życia. Camino nie zawsze przynosiło odpowiedzi. Częściej uczyło słuchania. Nie prowadziło do celu rozumianego jako meta, ale do coraz głębszego spotkania z sobą, z ludźmi i z Bogiem obecnym w drodze.

Z tej drogi naturalnie wyłoniło się „Camino Serca”. Nie jako podsumowanie, ale jako owoc, zapis tego, co przyszło przez mnie w drodze. Pisałam ją na szlaku, w relacjach, pomiędzy krokami. Oddałam tę książkę światu, pozwalając jej żyć własnym życiem i iść dalej tam, gdzie ja już nie muszę.

Dziś wiem, że Camino nie kończy się wraz z ostatnim kilometrem Zostaje w sposobie bycia, w relacjach, w wyborach podejmowanych z większą łagodnością i prawdą. Najważniejsza droga zawsze prowadzi przez serce
Buen Camino

Pielgrzym Piotr

Świadectwo drogi

Mam na imię Piotr. Jestem z Goleniowa które leży na szlaku pomorskiej drogi św. Jakuba niedaleko Szczecina. Codziennie jadąc do pracy rowerem jeździłem kilka minut Pomorskim Szlakiem Św. Jakuba. Zacząłem oglądać filmy z relacją z dróg hiszpańskich ale moją pierwszą samotną pielgrzymką była droga do Lichenia. Dwa lata temu w połowie drogi zrezygnowałem bo nie byłem do końca przygotowany duchowo do tej drogi i za bardzo wyczynowo do niej podchodziłem. Rok temu już doszedłem do Lichenia i tam zakiełkował mi pomysł w głowie żeby pójść wytyczonym szlakiem pielgrzymkowym bo do Lichenia szedłem wytyczoną trasą przez siebie. Padło na pomorski szlak bo jak wspomniałem mieszkam w jednej z miejscowości która jest na jego trasie.

Żeby nie iść do Niemiec tylko poznać mój piękny kraj a nie iść w przeciwnym kierunku do Santiago pojechałem pociągiem pod granicę wschodnią i tam zacząłem w Braniewie. Plan był taki żeby w dwa tygodnie iść wg muszelek lub śladu GPS kiedy z muszlami będzie problem a tak bywało choć większość drogi była dobrze oznakowana. Chciałem żeby ta droga była takim wyjściem na pustynię żeby na ten czas wyjść ze strefy komfortu i nie szukać wygody ani nie dogadzać sobie w drodze dlatego założenia były trochę dla niektórych wydawać by się mogło surowe.

Spanie w namiocie na dziko chyba że ktoś mnie zaprosi(ja nie pytałem nikogo o nocleg ani nie nocowałem w płatnych motelach itp.) Jedzenie tylko suchy prowiant kupowany w markecie (nie wziąłem specjalnie kuchenki i nie jadłem hot dogów na Orlenie czy w Żabce ani kebabów pizzy przez całą drogę). Dodatkowo żeby było jeszcze bardziej ascetycznie nie jadłem w drodze mięsa z założeniem że nie odmówię jeśli ktoś mnie zaprosi na mięsny posiłek. Takie założenia miały na celu też żeby docenić to czego się nie docenia na co dzień czyli łóżko prysznic ciepły obiad ubikacja 🙂

W drodze miałem dwa noclegi pod dachem. Jeden w Gdańsku kiedy muszlę na plecaku zauważył pewien dobry człowiek i zaprosił mnie do siebie na noc bo sam też mieszka przy szlaku. Nigdy nie zapomnę tego dnia i tego pobożnego małżeństwa u którego spałem. Drugi nocleg był u księdza na plebanii w Gardnie. Wielkiej gdzie niczym Abraham obok którego namiotu przechodzili wędrowcy ugościł mnie po królewsku.

Cała droga była pięknym przeżyciem duchowym zupełnie innym niż to jakie miałem idąc do Lichenia. Trasa jest tak ułożona że co kilka km jest wieś albo miasto gdzie są kościoły które można nawiedzić i wszędzie na trasie każdy kapłan życzliwie podchodzi do pielgrzyma i bez problemów pieczątki do paszportu wbija. W drodze miałem poczucie obecności Bożej szczególnie kiedy miałem kryzys i już nie miałem siły iść i pojawiały się wątpliwości po co ja to robię. Wtedy zawsze pojawiał się kościół zawsze otwarty i pusty jakby otwarty tylko dla mnie. Stamtąd po krótkiej modlitwie wychodziłem w pełni sił do dalszej drogi.

Największego Znaku Bożej opieki doświadczyłem kiedy miałem największy kryzys fizyczny psychiczny i duchowy na raz i kiedy prosiłem ludzi o modlitwę w tym dwóch Kapłanów do których miałem kontakt i następnego dnia wstałem z zupełnie nowymi siłami bez bólu kolana który wieczorem mnie zatrzymał całkiem. Dużo miałem sytuacji gdzie ktoś by mógł powiedzieć przypadek ale my chrześcijanie nie wierzymy w przypadki tylko w znaki a takich było sporo. Nie będę się rozpisywał co konkretnie się działo przez całą wędrówkę bo opis ze zdjęciami jest na moim Instagramie pod loginem „pielgrzympiotr”. Jak ktoś ma ochotę to zapraszam
Polecam wędrowanie polskim szlakiem Pomorską drogą Św. Jakuba (moja trasa od Braniewa do Darłowa) 470km wg mapy samotnej pielgrzymki pełne niesamowitych przeżyć duchowych.

Pozdrawiam i Buen Camino

Jakub

Moje camino, moja droga…

Kiedy dostałem od znajomej „Pielgrzyma” Cohello wiedziałem że kiedyś muszę być na drodze i odwiedzić mojego imiennika i miejsce w którym spoczął.

Muszę wspomnieć że jestem uzależniony i jeszcze 11 lat temu walczyłem z moim nałogiem. Ale wiedziałem że ta książka nie przyszła do nie na darmo. 11 lat temu wyruszyłem na pierwsze moje camino francuskie.
Niestety po niecałych 200km ten „zły” skusił mnie i wróciłem do domu. Myślałem że niestety jeśli nie przeszedłem całej drogi to Bóg nie da mi szansy aby wytrzeźwieć. Wiele rzeczy po powrocie zaczęło mi się sypać poprostu. Rzuciła mnie dziewczyna, wyrzucili mnie z pracy, zostałem bezdomny…

Powrót do Polski i cud, terapia na której byłem 7 miesięcy zadziałała i w tym roku mam rocznicę 10 lat trzeźwości które jak myślę zaczęły się właśnie na francuskiej drodze św Jakuba.

W maju tego roku postanowiłem uczcić tę 10 lat i przeszedłem samotnie Camino Invierno oraz Fisterra i Muxia. Dla mnie jest to odrodzenie i dzięki tej drodze jestem kim jestem.

Na Camino Invierno wychodziłem podziękować swojemu imiennikowi oraz Bogu za nowe życie. Dostałem odpowiedź co dalej z moim życiem i mogę zawierzyć że jestem na dobrej drodze.
Buen Camino 👋🙏🥾