Moje pielgrzymowanie rozpoczęło się po V klasie szkoły podstawowej – po raz pierwszy poszłam wtedy z parafialną pielgrzymką na Jasną Górę ( w ulewnym deszczu, w trampkach 😉), ok 40 km, co skończyło się odparzeniem stóp i powrotem następnego dnia autobusem z mamą do domu. Jednak “bakcyl pielgrzymowania” został “połknięty” i już dwa tygodnie później maszerowałam do Piekar na doroczną pielgrzymkę kobiet… I tak zostało aż do matury – w lipcu Jasna Góra (w obie strony ok. 85 km), w sierpniu Piekary. Kiedy wstępowałam do Zgromadzenia, jednym z większych wyrzeczeń była myśl, że to koniec pieszych pielgrzymek … Jednak Chrystus nie tylko niczego nam nie zabiera, ale to co Mu oddajemy jeszcze pomnaża: “Każdy, kto dla Mego imienia opuści (…), stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy…” I rzeczywiście – w drugim roku po I ślubach zakonnych zostałam poproszona o pójście z pielgrzymką z jednej z parafii na Jasną Górę – tym razem 4 dni marszu i ponad 100 km – i tak przez kilkanaście lat; były takie wakacje, kiedy pielgrzymowałam na Jasną Górę trzykrotnie, z różnymi grupami, razem ponad 500 km. Kiedyś będąc na Górze św. Anny odkryłam muszelki szlaku Jakubowego i co jakiś czas napotykałam informacje na temat takiej formy pielgrzymowania… Rok przed pandemią jedna z moich współsióstr również zainteresowała się drogami Jakubowymi – jej znajomi byli na Camino portugalskim… Postanowiłyśmy spróbować najpierw w Polsce i ruszyłyśmy na początek na Drogę Jasnogórską… W Sączowie miałyśmy szczęście uczcić relikwie św. Jakuba, a moja współsiostra na pytanie, dokąd idziemy odpowiedziała: ” Do Santiago!” Św. Jakub wziął nas za słowo…😁
W czasie pandemii trafiłam na inicjatywę “wirtualnego Camino” w intencjach pielgrzymowania Jakubowego i możliwości powrotu na szlaki; przeczytałam o człowieku, który w szpitalu w ramach rehabilitacji “pielgrzymował” 100 km po szpitalnych korytarzach – spróbowałam najpierw 100 km, potem wirtualne Camino Portugalskie i wreszcie Camino Frances… i podzieliłam się tą myślą z moją 80-letnią wówczas Mamą, u której zaczynały się problemy z samodzielnym poruszaniem się… Kazała sobie zmierzyć długość dystansu wokół domu ( wyszło 50 m) i odtąd codziennie “pielgrzymowała”, stopniowo zwiększając ilość okrążeń… Po jakimś czasie doszła do takiej formy, że była w stanie w ciągu dnia przejść dystans 6 km podzielony na mniejsze odcinki – do kościoła, na cmentarz, do sklepu… Prosiła też o wydrukowanie jej mapy Via Regia od Medyki do Santiago i każdorazowo zapisywała kilometraż, sprawdzając na mapie, dokąd “doszła” i czytając w internecie opisy dróg i znajdujących się na trasie miejscowości… “Przeszła” w ten sposób Via Regia w Polsce – 900 km od 1.09.2021-27.06.2022 to jest w 10 miesięcy… a potem ” wędrowała” dalej na zachód przez Niemcy Drogą Ekumeniczną do Vacha a potem przez Fuldę do Metz… Kiedy musiała się poddać operacji co uniemożliwiło jej dalsze “wirtualne pielgrzymowanie” miała już na swojej mapie zaznaczoną trasę przez całe Niemcy, powiedziała: ” miałam nadzieję, że jeszcze przejdę przez Francję…”
W dniu, kiedy otrzymałam certyfikat i medal wirtualnego Camino Frances, św. Jakub zaczął “działać”: natrafiłam w internecie na informację o Camino z Sarria do Santiago organizowanym przez pielgrzymów wrocławskich i opolskich z okazji Roku Świętego Jakubowego…
Zadzwoniłam do mojej caminowej towarzyszki z pytaniem, co ona na to? Po krótkim namyśle zapadła decyzja: próbujemy! I chociaż wydawało się, że to nie może się udać – pandemia, raz po raz pojawiające się różnego rodzaju trudności i przeszkody – w Roku Świętym Compostelańskim, w sierpniu, po przebyciu pieszo trasy z Sarria uklękłyśmy i grobu św. Jakuba… Potem, już autokarem dotarłyśmy także ” na koniec świata” do Fisterra…
Po powrocie do domu postanowiłyśmy, że przejdziemy Via Regia w Polsce, od Medyki do Zgorzelca, z konieczności dzieląc ją na 100 kilometrowe odcinki, tak, jak na to pozwalają nasze obowiązki wykorzystując czas urlopu…
Każdorazowo jest to czas doświadczania Bożej opieki i nieustannych cudów…
Wchodząc do kościoła w Skorogoszczy na zakończenie etapu z Toszka przeczytałyśmy na ścianie prezbiterium: ” Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli…”
Za nami już trasa od Pilzna do Skorogoszczy, pozostałe odcinki czekają (powodzie i wojna na Ukrainie wymusiły konieczność wyboru tras nie zawsze w geograficznej kontynuacji) ale Droga czeka a my zaczynamy przygotowania do kolejnego Camino…
Ultreia!



