Świadectwo drogi
Mam na imię Piotr. Jestem z Goleniowa które leży na szlaku pomorskiej drogi św. Jakuba niedaleko Szczecina. Codziennie jadąc do pracy rowerem jeździłem kilka minut Pomorskim Szlakiem Św. Jakuba. Zacząłem oglądać filmy z relacją z dróg hiszpańskich ale moją pierwszą samotną pielgrzymką była droga do Lichenia. Dwa lata temu w połowie drogi zrezygnowałem bo nie byłem do końca przygotowany duchowo do tej drogi i za bardzo wyczynowo do niej podchodziłem. Rok temu już doszedłem do Lichenia i tam zakiełkował mi pomysł w głowie żeby pójść wytyczonym szlakiem pielgrzymkowym bo do Lichenia szedłem wytyczoną trasą przez siebie. Padło na pomorski szlak bo jak wspomniałem mieszkam w jednej z miejscowości która jest na jego trasie.
Żeby nie iść do Niemiec tylko poznać mój piękny kraj a nie iść w przeciwnym kierunku do Santiago pojechałem pociągiem pod granicę wschodnią i tam zacząłem w Braniewie. Plan był taki żeby w dwa tygodnie iść wg muszelek lub śladu GPS kiedy z muszlami będzie problem a tak bywało choć większość drogi była dobrze oznakowana. Chciałem żeby ta droga była takim wyjściem na pustynię żeby na ten czas wyjść ze strefy komfortu i nie szukać wygody ani nie dogadzać sobie w drodze dlatego założenia były trochę dla niektórych wydawać by się mogło surowe.
Spanie w namiocie na dziko chyba że ktoś mnie zaprosi(ja nie pytałem nikogo o nocleg ani nie nocowałem w płatnych motelach itp.) Jedzenie tylko suchy prowiant kupowany w markecie (nie wziąłem specjalnie kuchenki i nie jadłem hot dogów na Orlenie czy w Żabce ani kebabów pizzy przez całą drogę). Dodatkowo żeby było jeszcze bardziej ascetycznie nie jadłem w drodze mięsa z założeniem że nie odmówię jeśli ktoś mnie zaprosi na mięsny posiłek. Takie założenia miały na celu też żeby docenić to czego się nie docenia na co dzień czyli łóżko prysznic ciepły obiad ubikacja 🙂
W drodze miałem dwa noclegi pod dachem. Jeden w Gdańsku kiedy muszlę na plecaku zauważył pewien dobry człowiek i zaprosił mnie do siebie na noc bo sam też mieszka przy szlaku. Nigdy nie zapomnę tego dnia i tego pobożnego małżeństwa u którego spałem. Drugi nocleg był u księdza na plebanii w Gardnie. Wielkiej gdzie niczym Abraham obok którego namiotu przechodzili wędrowcy ugościł mnie po królewsku.
Cała droga była pięknym przeżyciem duchowym zupełnie innym niż to jakie miałem idąc do Lichenia. Trasa jest tak ułożona że co kilka km jest wieś albo miasto gdzie są kościoły które można nawiedzić i wszędzie na trasie każdy kapłan życzliwie podchodzi do pielgrzyma i bez problemów pieczątki do paszportu wbija. W drodze miałem poczucie obecności Bożej szczególnie kiedy miałem kryzys i już nie miałem siły iść i pojawiały się wątpliwości po co ja to robię. Wtedy zawsze pojawiał się kościół zawsze otwarty i pusty jakby otwarty tylko dla mnie. Stamtąd po krótkiej modlitwie wychodziłem w pełni sił do dalszej drogi.
Największego Znaku Bożej opieki doświadczyłem kiedy miałem największy kryzys fizyczny psychiczny i duchowy na raz i kiedy prosiłem ludzi o modlitwę w tym dwóch Kapłanów do których miałem kontakt i następnego dnia wstałem z zupełnie nowymi siłami bez bólu kolana który wieczorem mnie zatrzymał całkiem. Dużo miałem sytuacji gdzie ktoś by mógł powiedzieć przypadek ale my chrześcijanie nie wierzymy w przypadki tylko w znaki a takich było sporo. Nie będę się rozpisywał co konkretnie się działo przez całą wędrówkę bo opis ze zdjęciami jest na moim Instagramie pod loginem “pielgrzympiotr”. Jak ktoś ma ochotę to zapraszam
Polecam wędrowanie polskim szlakiem Pomorską drogą Św. Jakuba (moja trasa od Braniewa do Darłowa) 470km wg mapy samotnej pielgrzymki pełne niesamowitych przeżyć duchowych.
Pozdrawiam i Buen Camino


