Moje camino, moja droga…
Kiedy dostałem od znajomej “Pielgrzyma” Cohello wiedziałem że kiedyś muszę być na drodze i odwiedzić mojego imiennika i miejsce w którym spoczął.
Muszę wspomnieć że jestem uzależniony i jeszcze 11 lat temu walczyłem z moim nałogiem. Ale wiedziałem że ta książka nie przyszła do nie na darmo. 11 lat temu wyruszyłem na pierwsze moje camino francuskie.
Niestety po niecałych 200km ten “zły” skusił mnie i wróciłem do domu. Myślałem że niestety jeśli nie przeszedłem całej drogi to Bóg nie da mi szansy aby wytrzeźwieć. Wiele rzeczy po powrocie zaczęło mi się sypać poprostu. Rzuciła mnie dziewczyna, wyrzucili mnie z pracy, zostałem bezdomny…
Powrót do Polski i cud, terapia na której byłem 7 miesięcy zadziałała i w tym roku mam rocznicę 10 lat trzeźwości które jak myślę zaczęły się właśnie na francuskiej drodze św Jakuba.
W maju tego roku postanowiłem uczcić tę 10 lat i przeszedłem samotnie Camino Invierno oraz Fisterra i Muxia. Dla mnie jest to odrodzenie i dzięki tej drodze jestem kim jestem.
Na Camino Invierno wychodziłem podziękować swojemu imiennikowi oraz Bogu za nowe życie. Dostałem odpowiedź co dalej z moim życiem i mogę zawierzyć że jestem na dobrej drodze.
Buen Camino 




